O mnie

Moje zdjęcie
jestem jaka jestem;) kto zna ten wie;)

poniedziałek, 12 marca 2012

,,Lubimy dużo narzekać…”




Nissan Tzur –korespondent izraelskich mediów i dziennikarz
w Polskim Radiu dla Zagranicy.


Z pierwszego dnia pobytu w Polsce zapamiętał antyżydowskie graffiti namalowane na murach przez… kibiców. Co sprawiło, że poczuł więź z Polakami? Pewien rodzaj sportu narodowego, który z powodzeniem uprawiają też Izraelczycy. O jaką dyscyplinę chodzi? Dobrze każdemu znaną, czyli narzekanie. Jak wygląda Polska widziana oczami izraelskiego korespondenta? Sprawdźcie sami.

Justyna Rut: Czy pamiętasz swój pierwszy dzień w Polsce? Coś Cię tutaj zaskoczyło, rozbawiło, a może zniechęciło?
Nissan Tzur: Tak. Moi dziadkowie przeżyli Holocaust i obóz
w Auschwitz, a po II wojnie światowej musieli uciekać z Polski do Izraela. Jako dziecko zawsze słyszałem, że Polska nie jest dobrym miejscem dla Żydów i panuje w niej antysemityzm. Kiedy przyjechałem do tutaj, nie wiedziałem czego się spodziewać
i jak ludzie zareagują, gdy słyszą, że jestem Żydem. Podczas pierwszego dnia pobytu w Polsce, gdy przejeżdżałem z lotniska do hotelu widziałem na ulicach wiele graffiti przeciw Żydom. Nie wiedziałem wtedy, że te napisy wiążą się z piłką nożną. Byłem zaskoczony, bo nie rozumiałem, dlaczego ludzie tutaj wciąż nienawidzą Żydów i dlaczego piszą o niech niecenzuralnie na ścianach ulicznych. Dla mnie to był szok. Dopiero później zrozumiałem, że jest to związane z kibicami drużyn piłkarskich. Po jakimś czasie poznałem wielu miłych ludzi i znalazłem przyjaciół. Byłem zaskoczony pięknem kraju oraz tym, że spotkałem tutaj interesujących i inteligentnych ludzi. Prowadziłem wykłady
z dziennikarstwa na kilku uczelniach w Polsce i uważam, że młode pokolenie jest inteligentne i ma otwarte umysły.


J.R: Krakowski Kazimierz jest dla Ciebie bliskim miejscem?
N.T.: W czasie moich pierwszych lat pobytu w Krakowie brałem udział w ceremonii Szabatu i w każdy piątkowy wieczór modliłem się w Żydowskim Muzeum Galicja na Kazimierzu wraz z innymi członkami społeczności żydowskiej. Miałem możliwość zwiedzenia tej dzielnicy miasta i polubienia jej. Nie jestem osobą bardzo religijną, ale ze względu na moje pochodzenie zawsze jest dla mnie interesujące obejrzenie synagogi lub żydowskiego cmentarza. Niestety
w ostatnich miesiącach byłem zbyt zajęty pracą i nie miałem czasu, znowu zajrzeć na Kazimierz, ale za niedługo planuję nadrobić zaległości.

J.R.: Gdy mamy tylko 3 dni na zwiedzenie Izraela, jakich miejsc nie warto ominąć?
N.T.: Przede wszystkim Jerozolimy. Nie ważne, czy jesteś osobą, dla której religia ma dużą wartość lub nie ma jej wcale. W Jerozolimie można poczuć szczególną atmosferę. Innym wyjątkowym miejscem jest mnie Morze Martwe. Na uwagę zasługuje też kilka bardzo starych miast, z czasów biblijnych, jak Jaffy i Cezarei, w którym dokonano wielu ważnych archeologicznych odkryć.


J.R.: Jakie miejsce w Izraelu jest wyjątkowe dla Ciebie
i dlaczego?

N.T.: Ściana Płaczu w Jerozolimie. Jak powiedziałem nie jestem zbyt religijną osobą, ale to miejsce zawsze daje wyjątkowe
i niepowtarzalne wrażenia. Kiedy czujesz się smutny, zły, po prostu potrzebujesz wsparcia lub chcesz poczuć się silniejszy Ściana Płaczu pozwala odczuć, że Bóg istnieje. Związane jest z nią także tradycja napisania swojej prośby na kartce i umieś czczenia jej między kamieniami Ściany Płaczu. Jedno z moich życzeń, które tam pozostawiłem spełniło się.

J.R.: Dwa dania do wyboru kotlet schabowy lub musaka. Czy sięgniesz po jedno z nich?
N.T.: Po pierwsze jako Żyd nie mogę jeść mięsa wieprzowego, ponieważ nie jest koszerne i zabronione w mojej religii. Przyznam, że lubię musakę, bo próbowałem jej kilka razy i naprawdę mi smakuje, ponieważ ma pewne składniki mięsne, za którymi przepadam oraz bakłażany, ziemniaki, czasem ser. Sam też chętnie gotuję, więc nauczyłem się robić musakę, i muszę powiedzieć, że wyszła mi całkiem nieźle, ponieważ do tej pory żadnych ofiar śmiertelnych nie było. (śmiech)

J.R.: Jaki jest twój ulubiony tradycyjne żydowskie święto?N.T.: Istnieją dwa. Jednym z nich jest Purim, które przypomina amerykańskie Halloween. Wszystkie dzieci są przebrane za różne postacie policjantów, żołnierzy, kowbojów, Indian, księżniczki. Na ulicach organizowane są parady i festiwale z muzyką oraz liczne pokazy strojów. Drugim świętem, za którym przepadam jest Pascha, czyli bardzo ważny dzień dla Żydów. Spotykamy się wtedy na rodzinnym obiedzie, który przypomina polską Wigilię. Podczas posiłku czytamy ,,Haggadah", czyli krótką książkę opowiadającą historię o ucieczce Żydów z Egiptu. Każdy członek rodziny odczytuje krótką część, a później mamy obfity posiłek. Po zakończeniu Paschy przez jeden tydzień, nie możemy jeść tego, co zawiera mąkę i musimy jeść macę.

J.R: Alexander Haig powiedział:.,, Izrael jest największym amerykańskim lotniskowcem, który nie może być zatopiony (...) i znajduje się w obszarze krytycznym dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”.
Czy zgadzasz się z tymi słowami?

N.T.:Zdecydowanie tak. Izrael ma dobre stosunki z USA na przestrzeni lat. Stany Zjednoczone mają wiele interesów na Bliskim Wschodzie , a Izrael jest jednym z niewielu nieislamskich krajów Bliskiego Wschodu, co ułatwia komunikację. Izrael jest małym krajem otoczonym przez wiele państw arabskich, które chciałyby zobaczyć jak znika z mapy świata. Próbowano kilka razy w przeszłości poprzez wojny i próby zniszczenia doprowadzić do tego. Jednym z powodów, że w ostatnich latach zrezygnowano z tego jest zaangażowanie się Stanów Zjednoczonych w celu zapewnienia bezpieczeństwa Izraela. Dajemy USA miejsce na Bliskim Wschodzie dla ich interesów, a oni
w zamian gwarantują nam ochronę.

J.R.: Po pięciu latach spędzonych w Polsce, jaką największą różnicę dostrzegasz między Polakami a Izraelczykami?
A może są jakieś podobieństwa?

N.T.: Po pierwsze, jak zawsze mówię moim studentom, którzy zadają mi to pytanie - jest jedna rzecz, która jest bardzo podobna u Izraelczyków i Polaków. Lubimy dużo narzekać i traktujemy to jako rodzaj narodowego sportu. Myślę, że główną różnicę stanowi kultura. W Izraelu na przykład picie alkoholu nie jest tak popularne jak w Polsce. Z drugiej strony prawie nigdy nie można zobaczyć jak izraelski mężczyzna otwiera drzwi dla kobiecie lub całuje ją w rękę,
a tak zachowują się niektórzy Polacy. Wiele starszych Izraelczyków zna język angielski, ponieważ mieli okazję uczyć się go w szkole.
W Polsce starsze pokolenie nie miało takiej możliwości z powodu komunizmu. Myślę, że Izraelczycy mają bardziej ,,gorący” temperament nie mają problemu, z tym, żeby krzyknąć lub uczynić skandal nawet w miejscach publicznych. Polacy są zdecydowanie spokojniejsi i starają zachowywać się uprzejmie, nie ulegać emocjom.

J.R.: Dziękuję za rozmowę.

,,W Polsce jest za dużo ideologii, a za mało ekonomii…”



Rafał Serafin zajmuje się problematyką partnerstwa międzysektorowego dla rozwoju zrównoważonego, które angażuje firmy, organizacje społeczne i instytucje publiczne w wspólne działania na rzecz ochrony środowiska. Od 1996 pełni funkcję Prezesa Zarządu Fundacji Partnerstwo dla Środowiska.
Autorka fotografii: Marta Serafin

Ekologiczne pieczywo, wędliny, sery, a nawet tkaniny. Do kompletu dokładamy biopaliwo, kolektory słoneczne oraz elektryczne samochody. Czy zapanowała moda na ekologię lub może … ekonomię?

Justyna Rut: Pieszo, rowerem, autobusem czy samochodem. Jaki sposób dotarcia do pracy Pan wybiera najczęściej?
Rafał Serafin: Dojeżdżam do pracy autobusem lub busem, czasem samochodem, ponieważ mieszkam w Liszkach, a biuro fundacji mieście się w Krakowie. Pracuje też sporo w domu, ponieważ eksperymentuję z tak zwanym „home-working”, aby zmniejszyć w ten sposób oddziaływanie na środowisko przy równoczesnym zwiększeniu efektywności funkcjonowania.

J.R.: Czy słowa Eugeniusz Słowińskiego: ,,Dziś przyrody nikt nie docenia, liczy się tylko... ochrona mienia" trafnie opisują obecne podejście Polaków do ekologii?
R.S.: Uważam, że w Polsce jest za dużo ideologii, a za mało ekonomii w kwestiach ochrony środowiska oraz ochrony przyrody. Dotyczy to zarówno polityków, naukowców, przedsiębiorców jak i ekologów. Droga do skutecznej ochrony środowiska czy też ochrony przyrody wymaga więcej myślenia oraz działania odnośnie zasad i założeń ekonomicznych. Polacy coraz bardziej odczuwają tą prawdę w prowadzeniu swoich gospodarstw domowych. Koszty nie dbania
o przyrodę czy też ochronę powietrza, gleby i wody przekładają się przecież na wyższe koszty życia codziennego oraz na zdrowiu naszych dzieci.


J.R:
Czy edukacja ekologiczna w polskich szkołach według Pana jest wystarczająca, żeby wykształcać od najmłodszych lat świadomość ekologiczną?
R.S.: Edukacja ekologiczna w szkołach jest nieadekwatna
i prowadzona teoretycznie oraz traktowana jako miły dodatek, który może ale nie musi być. Nie jest uznawana jako składowa część programów dydaktycznych, a to błąd ponieważ poprzez edukację ekologiczną kształtujemy przede wszystkim postawy obywatelskie nakierowane na docenianie dobra wspólnego.

J.R: Wprowadzenie eko-urzędów z pewnością sprzyja idei ochrony środowiska. Dlaczego do tej pory tak mało ich jest w Polsce?
R.S.: Eko-urzędów, czyli biur posiadających eko-certyfikat w Polsce cały czas rośnie. Będzie ich coraz więcej ponieważ coraz bardziej liczy się ekonomia i wiarygodność, a coraz mniej ideologia. Coraz więcej urzędów decyduje się na opcje ekologiczną z pobudek właśnie ekonomicznych. Ekologiczna odpowiedzialność to przede wszystkim pokazanie, że próbujemy uporać się z marnotrawieniem zasobów
i możliwości oraz kształtowaniem pro-obywatelskich, i pro-ekologicznych postaw urzędników.

J.R.: Fundacja Partnerstwo dla Środowiska prowadzi program umożliwiający stworzenie przez mieszkańców Ekomuzeuów. Które z powstałych do tej pory urzekło Pana najbardziej i dlaczego?

R.:S.:
Ekomuzea tworzą sieć rozproszonych w terenie obiektów i są żywą kolekcję obrazującą wartości przyrodnicze oraz kulturowe regionu oraz dorobek jego mieszkańców. Wyjątkowy charakter takiego miejsca jest prezentowany jako wypadkowa warunków naturalnych, a także działalności ludzi. Kluczową sprawa jest to, że każde ekomuzeum stanowi inicjatywa obywatelska inspirująca oraz angażująca mieszkańców określonego regionu do wspólnego działania na rzecz swojej miejscowości. Moje ulubione Eko-Muzeum Trzech Kultur w Bieszczadach, do którego z pewnością warto się wybrać.


J.R.:
Dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów w ekologicznych działaniach, żeby każdy z nas cieszył się pięknem przyrody nie tylko dzisiaj, ale także
w przyszłości.

R.S.: Dziękuję również.


sobota, 3 marca 2012

Prawo, czyli prosto!

Łączy w sobie góry z morzem, rakiję z aromatem winogron vranac oraz oficjalną walutę euro w kraju nie należącym do Unii Europejskiej. Gdzie są takie kontrasty?
W kraju, który na mapach świata pojawił się w 2006 roku. Jego nazwa istnieje jednak już od XV wieku, choć Czarnogórę jako państwo znamy od niedawna.


Potężne masywy górskie Durmitor, Lovćen i Góry Północnoalbańskie są rajem dla osób kochających wspinaczkę, a wybrzeże Morza Adriatyckiego z pewnością zadowoli nie jednego plażowicza. Czego jeszcze brakuje? Jeziora Szkoderskiego, które jest największym zbiornikiem wodnym na Półwyspie Bałkańskim, a przy tym trudno znaleźć ornitologa nie chcącego się skusić na wyprawę w rejony, gdzie występują pelikany, kormorany małe oraz tamaryszki.

Kolejny punkt, jaki warto odwiedzić, słynie z miauczenia. Z czym może kojarzyć się Kotor? Właśnie z kotami, których pełno jest na ulicach, a także z Zatoką Kotorską. Nad miastem góruje twierdza świętego Jana. Przeprawa promowa przez Zatokę Kotorską trwa krótko, ale dostarcza niezapomnianych widoków i daje poczuć przedsmak tego, co spotka nas w drodze do kolejnych czarnogórskich miast.

Najdalej na południe wysuniętym skrawkiem Czarnogóry jest Ulcinj, które pamięta co najmniej 2000 lat oraz jest miastem, w którym spotykamy zarówno wyznawców prawosławia, katolików, jak
i muzułmanów. Jednym z ważnych miejsc kultu dla wyznawców islamu są tutejsze meczety: Meczet Mehmet Paszy, Główny Meczet
i Górski Meczet. Na amatorów kąpieli morskich i słonecznych czekają dwa miejsca: Wielka Plaża o pechowej długości wynoszącej 13 kilometrów i Mała Plaża mająca zaledwie 700 metrów. Na każdej
z nich w sezonie spotykamy tysiące plażowiczów, a także muzułmanki
w strojach kąpielowych, które przypominają wyglądem kostiumy niekoniecznie idealne na temperatury przekraczające w okresie letnim ponad czterdzieści stopni Celsjusza. Dla zwolenników opalania w stroju Adama i Ewy idealnym miejscem jest plaża o wdzięcznej nazwie Ada, gdzie jak najbardziej nago być wypada.

Gdy znudzi nam się słona woda Morza Adriatyckiego, alternatywą
w słodkiej odmianie będzie Jezioro Szkoderskie, gdzie oprócz krystalicznej tafli w okolicach są zabytkowe monastyry. Niektóre
z nich leżą na wyspach i dopłynąć do nich można korzystając z łodzi oferowanych przez miejscową ludność. Zanim jednak podejmiemy konwersacje z tubylcami i na przykład zapytamy o drogę, zapamiętajmy przynajmniej jedno słowo w języku czarnogórskim, czyli ,,prawo”, ponieważ oznacza, że wbrew pozorom mamy iść prosto i nigdzie nie skręcać.

Wyjazd do Czarnogóry jest rozkoszą nie tylko dla oczu, ale także dla podniebienia. Każdy region ma swoje własne tradycje kulinarne, które stanowią niezwykłe połączenie tego, co daje morze i górskie tereny. Miłośnicy ryb z pewnością nie pogardzą zupami przyrządzanymi z owoców codziennych połowów rybaków. Do dziś korzystają oni podczas połowów ze sposobu zwanego kalimerą, który polega na użyciu urządzeń wykonanych z drewna i sieci. Dla osób preferujących mięsne dania warta polecenia jest baranina. Doskonałą przekąską w ciągu długiego dnia spędzonego na zwiedzaniu są burki, czyli miejscowe wypieki nadziewane mięsem, kapustą lub serem
i spotykane niemal w każdej piekarni. W Czarnogórze nie sposób pominąć miejscowych trunków, a zwłaszcza słynnego wina ,,Vranac” oraz mocnej rakiji, której degustacja w upalne dni powinna być symboliczna, o ile nie chcemy zakończyć zwiedzania szybciej niż planowaliśmy.



W centrum Ulcijna.




Jedno z ulicznych stoisk oferujących regionalne dania.




W górzystych terenach Czarnogóry nadal korzysta się
z transportu towarów przy użyciu osiołków.





Przeprawa promowa przez Zatokę Kotorską.




W najstarszej części Ulcinja.




Wąska i wijąca się jak wąż droga, która prowadzi wprost nad największe jezioro na Bałkanach.




Na Jeziorze Szkoderskim jest wiele wysp z zabytkowymi monastyrami.




Kalimera, czyli tradycyjny sposób połowu ryb stosowany przez mieszkańców Czarnogóry.




Muzłumanka w tradycyjnym stroju kąpielowym na plaży
w Ulicnju.





Popularna przekąska na Bałkanach zwana,,burkiem", która występuje z nadzieniem serowym, mięsnym, szpinakowym i innymi.




Zachód słońca nad Morzem Adriatyckim w Ulcinju.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Dokąd zmierza Palestyna?




Ponad półwieczny spór między Arabami a Izraelczykami, wciąż budzi wiele emocji. Najlepszym potwierdzeniem zainteresowania tematem konfliktu wśród młodych osób była burzliwa debata w czasie czwartego Spotkania ze Wschodem, które odbyło się 19 stycznia na Uniwersytecie Ekonomicznym.


Czy są szanse na pokojowe rozwiązanie bliskowschodniego sporu? Przez ponad pięćdziesiąt lat podejmowano próby załagodzenia napiętych stosunków.

Arabowie i Izraelczycy nadal nie ustępują sobie pola w etnicznym, religijnym oraz terytorialnym konflikcie, co czyni go jednym z najbardziej znanych sporów we współczesnym świecie. Obecnie trwa proces starań Palestyńczyków o uznanie ich państwowości na arenie międzynarodowej i został on sformalizowany przez złożenie oficjalnego wniosku Sekretarzowi generalnemu ONZ.

Gościem spotkania przedstawiającym punkt widzenia Palestyńczyków był Oman Faris, który porównał sytuację swoich rodaków do losu Polaków w czasie zaborów.

- Wszyscy mają swoją ojczyznę, tylko my mamy ją w nas – tłumaczył Oman Faris, pełniący funkcję Przewodniczącego Koalicji „Prawo do powrotu Palestyńczyków”. Drugą stronę konfliktu w bliskowschodnim sporze reprezentował korespondent izraelskich mediów – Nissan Tzur, który jest pracownikiem sekcji hebrajskiej Polskiego Radia dla Zagranicy.

W czasie swojej wypowiedzi nawiązał do fragmentu kreskówki dla dzieci emitowanej w palestyńskiej telewizji i zachęcającej do agresji skierowanej przeciw Żydom. - Palestyński prezydent i premier ostatnio powiedzieli, że nigdy nie uznają Izraela jako państwa żydowskiego. Niestety nie jestem optymistą i nie wierzę, że wkrótce zapanuje pokój – podsumował Nissan Tzur.

Obaj goście przedstawili swój pogląd na spór, jaki trwa od ponad pięćdziesięciu lat. Studenci wzięli udział w dyskusji, której wynikiem było pokazanie innego wymiaru konfliktu .

Debata stworzyła obraz bliskowschodniego sporu w bardziej ludzkim wymiarze, ponieważ goście przedstawili jak wpłynął na ich życie
i najbliższych im osób. Niestety szans na pokojowe zakończenia napiętej sytuacji w najbliższym czasie nie widzą zarówno Palestyńczycy jak i Żydzi.





Oman Faris





Nissan Tzur.

Autor fotografii: Rafał Cygan

Chodziłem z finką w kieszeni...




Głowa kozy jako przysmak, zapach haszyszu w powietrzu,
a może różowy szalik Barcelony? Wszystko wpisane
w paragon, ale nie taki, który dostajemy po odejściu od kasy, tylko stworzony przez wspomnienia i doświadczenia
z podróży. Dwóch młodych zapaleńców, czyli Patryk Świątek i Bartłomiej Szaro utworzyło bloga oraz stronę internetową na której zgromadzone są praktyczne informacje, a także wspomnienia z najdalszych zakątków różnych krajów.

Jeśli masz już swój własny paragon z wyjazdu to możesz podzielić się nim z innymi. Jeżeli jeszcze go nie posiadasz spróbuj poznać smaki i smaczki odległych miejsc czytając relacje osób, które je odwiedziły.

Jednym z pomysłodawców strony jest Patryk Świątek, który na komunię zamiast roweru dostał puszkę survivalową i chętnie z niej skorzystał.


Justyna Rut: Na blogu znalazłam wzmiankę o różowym szaliku Barcelony, który poznałeś w dość osobliwych okolicznościach, czyli jakich?
Patryk Świątek:
Byliśmy w Barcelonie akurat dzień, w którym Barça wygrała ligę i wszyscy fani chodzili w szalikach. Siedząca obok nas fanka miała różowy szalik z barwami zwycięskiego klubu. Byliśmy przekonani, że nie zna polskiego, więc zaczęliśmy rozmawiać o niej
i gdy jeden z nas powiedział ,,Różowy szalik Barcelony, no weź….”,
a drugi dodał : ,,To nie jest różowy, tylko fioletowy” okazało się, że siedząca obok nas dziewczyna jest Polką i rozwiała nasze wątpliwości, co do jego koloru mówiąc: ,,Nie jest fioletowy, on jest różowy”.

J.R.: Podobno w Maroku delektowałeś się głową kozy.
Czy to najbardziej nietypowe danie, jakie miałeś okazję zjeść do tej pory?

P.Ś.: Głowa kozy jest podawana w całości i jak wszystko w Maroku je się ją prawą ręką, bo lewa jest ,,nieczysta” i przeznaczona do innych czynności. Dla mnie było to najbardziej ohydne danie, jakie miałem okazję zjeść .

J.R.:Pod względem wyglądu czy smaku?
P.Ś.: Smakowo nie była wcale taka zła, ale trafiłem w trakcie jedzenia na coś, co przypominało gałkę oczną, ponieważ głowa jest podawana ze wszystkimi jej częściami, a wyciągane są z niej przed wędzeniem, tylko kości.

J.R.:Wpis na stronie www.paragonzpodrozy.pl przed jedną
z wypraw zaczyna się tak: ,, Włosy na 20 mm, 1,5 kg pomarańczy, 20 batoników muesli i możemy ruszać.
Cel: południowe rubieże Maroko.”. Czy w trakcie podróży byłeś na diecie?
P.Ś.: Nie, tylko muesli jest najlepszą rzeczą na zabicie głodu, ponieważ jego trawienie trwa dłużej niż innych produktów. Jak trzeba zabrać na wyprawę lekki prowiant, którego wystarczy na dłużej okazuje się, że takie batoniki są idealne.
O pomarańczach zadecydował przypadek, czyli promocja
w supermarkecie.

J.R.: Swoje pierwsze kilometry jako podróżnik pokonywałeś autostopem, ale ostatnią wyprawę po Maroku odbyłeś samochodem. Czy tym razem chęć komfortu przeważyła?P.Ś.: Samochodem byliśmy, tylko raz i nie planowaliśmy zwiedzania kraju na czterech kółkach, ale w samolocie spotkaliśmy dwóch Polaków, którzy mieli bilet zarezerwowany na ten sam okres pobytu, co my. Dogadaliśmy się z nimi, że możemy podróżować razem i wtedy okazało się opłacalne wynajęcie auta. Mieliśmy zaledwie 9 dni na zwiedzanie Maroka, a chcieliśmy zobaczyć bardzo odległe zakątki, do jakich ciężko było dojechać zwykłą komunikacją. Gdy wynajęliśmy auto nie było to dla nas żadnym utrudnieniem. Poza tym wiele razy nocowaliśmy w samochodzie, więc zaoszczędziliśmy na noclegach.

J.R.: Czy nie baliście się nocować w aucie w obcym kraju
i w jego najdalszych zakątkach?

P.Ś.: Pod względem bezpieczeństwa nie czułem zagrożenia, choć ludzie są przerażeni ,,normalnym” zachowaniem Marokańczyków, ponieważ potrafią się pobić nawet wtedy, gdy ktoś zajedzie im drogę na skrzyżowaniu i wyciągnąć kij baseballowy z bagażnika. Sam widziałem taką sytuację, ale na szczęście drugi kierowca zdążył odjechać zanim zdenerwowany mieszkaniec Maroka dobiegł do niego.

J.R.: Jaką radę dałbyś obcokrajowcowi, który przypadkiem zajedzie drogę?
P.Ś.: Najlepiej, w takiej sytuacji szybko uciekać…

J.R.: W którym z dotychczas odwiedzonych krajów czułeś się najmniej bezpiecznie?
P.Ś.: W Albanii, ponieważ tam wszystkim rządzi mafia. W Bułgarii jest podobnie, ale nie aż na taką skalę. Na przedmieściach Tirany chodziłem z finką w kieszeni, bo zbyt bezpiecznie się nie czułem.

J.R.: Marokańczycy w większości są muzułmanami, więc nie spożywają alkoholu, ale ponoć mają inny zamiennik?
P.Ś.: W Maroku prawie wszyscy palą haszysz i jak zbliża się wieczór praktycznie w każdym mieście czuć w powietrzu zapach narkotyku.

J.R.: Jaki masz następny cel do podróży?
P.Ś.: W tym roku wspinaliśmy się na Kazbek, a zgodnie z zasadą, którą przyjęliśmy, co roku mamy robić 1000 metrów więcej, więc planujemy wybrać się na jakiś sześciotysięcznik. Być może wyjedziemy do Nepalu.

J.R.: Podróżujesz z różnymi osobami, ale są to zawsze mężczyźni. Czy zdecydowałbyś się zabrać na kolejną wyprawę przedstawicielkę płci pięknej?
P.Ś.: Często śpimy byle gdzie, jemy byle jak i robimy szalone rzeczy, więc trudno znaleźć dziewczynę, która dostosowałaby się do naszego stylu wyjazdów, ale planujemy wkrótce to zmienić.

J.R.: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia na wyprawie
z przedstawicielką płci pięknej.





Patryk Świątek




Bartłomiej Szaro




Stoisko z daktylami na targu w Marrakeszu.




Mózgi kóz, które są przysmakiem w Maroku.


Autorzy fotografii: Patryk Świątek i Bartłomiej Szaro

niedziela, 2 października 2011

Ahoj, przygodo!

Harcerski Ośrodek w Funce 23 września obchodził siedemdziesiąte piąte urodziny. Jak bardzo zmienił się na przestrzeni lat? Najlepiej dowiedzieć się składając wizytę
w Izbie Pamięci, po której odprowadza pan zajmujący się od wielu lat dokumentacją działalności tego miejsca. Co czeka na nas w Funce? Przede wszystkim Jezioro Charzykowskie
z atrakcjami wodnymi jak kajaki, żaglówki, rejsy statkiem badawczym, a także warsztaty w rzeźbie z drewna, ceramice, wiklinie oraz możliwości nauki strzelania z łuku. W okolicy położone są dwie miejscowości o nazwach budzących powszechny uśmiech, czyli Swornegacie i Męcikał. Niedaleko znajduje się też torfowisko, po którym spacer bez kaloszy nie jest najlepszym pomysłem, ale jak ktoś lubi podnoszące adrenalinę przygody powinien spróbować.



Po prostu … Funka!



Zachód Słońca przy pomoście nad Jeziorem Charzykowskim.



Z szpicem japońskim, który pilnuje hangaru w Funce.



Salutowanie załogi.



Rejs statkiem badawczym.



Pierwsze próby łucznicze.

sobota, 1 października 2011

,,Na zdrawe!”





Wyśmienite wina, mocna rakija, orzeźwiający tarator, szopska sałata, a do tego ciepłe morze, gorący piasek
i zabytki sprzed trzech tysięcy lat - taki obraz tworzy Bułgaria w telegraficznym skrócie. Niestety żadne słowa nie oddadzą w pełni widoków roztaczających się w miastach
i miasteczkach położonych tuż nad brzegiem Morza Czarnego.


Złotym miejscem na wypoczynek, w tym kraju są Złote Piaski, czyli drugi co do wielkości nadmorski kurort. Jego nazwa wzięła się od koloru piasku, który złoci tamtejsze plaże. W bliskim sąsiedztwie Złotych Piasków leży park przyrodniczy stanowiący idealne miejsce dla spacerowiczów szukających ochłody w cieniu drzew oraz ugaszenia pragnienia przy leśnych źródełkach. Na amatorów plażowania są miejsca z leżakami, a dla tych bardziej aktywnych boiska do siatkówki, wypożyczalnie motorówek, statki rejsowe bądź loty specjalnym balonem tuż nad morskim akwenem. Przy bardziej skalistym wybrzeżu dla zwolenników ,,pełnego” opalania wyznaczono fragment plaży dla nudystów. Ciekawym zabiegiem kosmetycznym jest oferowane, w tym kurorcie ,,fish spa” polegające na włożeniu nóg do akwarium, gdzie pływają małe rybki obgryzające martwy naskórek stóp.

W wolnej chwili warto wybrać się do pobliskiej Warny, gdzie czeka na nas polski akcent w postaci mauzoleum króla Władysława Warneńczyka, który zginął mają zaledwie dwadzieścia lat w czasie walk o wyzwolenie Bułgarii spod tureckiego panowania. Spacerując po warneńskich ulicach nie sposób ominąć drugą pod względem wielkości bułgarską świątynię, czyli katedralną cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy wykonaną w stylu bizantyjskim oraz ozdobioną wewnątrz pięknym ikonostasem. Decydując się na podróż komunikacją miejską można się lekko zdziwić, ponieważ biletów nie kupimy ani w kiosku, ani w automacie, ale u pani, która jest w każdym autobusie lub trolejbusie i pilnuje, aby każdy z podróżujących miał odpowiedni na dany przejazd bilet.
Dla miłośników dalszych wypraw, nie tylko w skali kilometrów, ale także lat idealne jest odwiedzenie Nesebyru. Miasto zostało założone na półwyspie przez Traków ponad 3 000 lat temu i było zwane Manabrią, a później Mesambrią. Obecnie można w nim można kupić wino wyrabiane według tradycyjnej i strzeżonej receptury zwane dokładnie tak jak jedna z pierwszych nazw dzisiejszego Nesebyru.
W trakcie spaceru po zaułkach ulic turyści często zapraszani są na degustacje rodzimych trunków. Przed zakupem wybranego wina warto skorzystać z takiego zaproszenia, ponieważ nie wszystkie są godne polecenia, choć smak jest rzeczą gustu, a o gustach jak wiadomo się nie dyskutuje…

Bułgaria stanowi raj dla smakoszy potraw bogatych w warzywa, owoce i ryby, które są tutaj wyjątkowo smacznie przyrządzane. Najbardziej słynnym daniem jest sałatka szopska oraz tarator (chłodnik z ogórkami, orzechami włoskimi i czosnkiem) wprost idealny na upalne dni. Dla osób preferujących mięsne potrawy można polecić kawarmę, która jest mieszaniną różnego rodzaju mięs smażonych z cebulą i przyprawami lub giuwecz, czyli duszone mięsne kawałki z warzywami.

Ten słoneczny kraj słynie także z tanich, ale zarazem dobrych win
i innych napojów wyskokowych. Dla miłośników mocniejszych trunków sprawdzi się wysokoprocentowa rakija, smakowo przypominająca brandy i przyrządzana głównie ze śliwek, choć istnieją różne jej odmiany wyprodukowane także z winogron i moreli. Zdecydowanie lżejszymi alkoholami są bułgarskie wina, których bogactwo smaków zaspokoi nawet największych koneserów. Piwosze pragnienie ugaszą regionalnymi piwami jak: Zagorka czy Astika.

Na straganach poza owocami, warzywami i rękodziełem goszczą również rozmaite przyprawy, kosmetyki z płatków róży oraz słodkie miody z dodatkiem migdałów, orzechów lub innych rozmaitości. Niestety często ceny dla obcokrajowców są zupełnie inne niż dla Bułgarów, więc … można się targować, co nie zawsze jest łatwym zadaniem lub wybrać na zakupy w towarzystwie znajomego Bułgara
i zapłacić znacznie mniej.

Nocą miasta przy wybrzeżu tętnią imprezowym życiem.
W dyskotekach są grane europejskie utwory, ale w niektórych lokalach można się bawić przy dźwiękach narodowej bułgarskiej muzyki.
Każdy znajdzie coś dla siebie niezależnie od tego czy chce szaleć na parkiecie, czy po prostu odpocząć po męczący dniu przy lampce wina, kuflu piwa lub kieliszku rakiji mówiąc po bułgarsku:
,,Na zdrawe!”.



Okazała meduza.




FISH SPA w Złotych Piaskach.




Warneńskie termy.




Kawarma.




Mauzoleum króla Władysława Warneńczyka.




Uliczki Nesebyru z charakterystycznymi wystającymi balkonami.





Bułgarski miód z migdałami.




Messembria(dawna nazwa Nesebyru).




Widok na Nesebyr.