O mnie

Moje zdjęcie
jestem jaka jestem;) kto zna ten wie;)

środa, 12 maja 2010

Rzeszowskie Święto Paniagi w studenckiej odsłonie

Koncert piosenek ukraińskich w wykonaniu studentów
pochodzących z Ukrainy i studiujących na rzeszowskiej
Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania.







Występ Zespołu Pieśni i Tańca Połoniny
w wykonaniu studentów Politechniki Rzeszowskiej.


1222 - taką wysokość Smerek ma...

W Bieszczadach można spotkać, aż trzy Smerki, czyli miejscowość, potok i szczyt góry. Ostatni z wymienionych Smerków słynie z krzyża, który znajduje się na samym szczycie
i został wzniesiony w 1976 roku, aby uczcić 600 – lecie istnienia Diecezji Przemyskiej. Smerek podobnie jak inne zakątki Bieszczad ma w sobie wiele dziewiczego uroku i choć w Polsce jest wiele miejsc, gdzie możemy podziwiać okazalsze szczyty nie zmienia to faktu, że bieszczadzkie też mogą wzbudzać w nas szczere zachwyty…



Widok na miejscowość Smerek,
który można podziwiać w czasie wspinaczki na Smereka.





Połoniny, lasy, szczyty - do wyboru, choć nie można wybrać koloru, bo o nim decydują pory roku.



Kusząco wyglądający i na sam szczyt prowadzący szlak.




Przed ostatnim podejściem odpoczynek jest jak najbardziej wskazany.




Metalowy krzyż wieńczący szczyt Smereka.

środa, 5 maja 2010

Pierwsze próby felietonowe, o tym jak na siłce bywałam i kogo tam spotkałam...


Wchodząc tam w oczy rzucają się różnorakie urządzenia do ćwiczeń – zaczynając od zwykłych bieżni, a na modlitewnikach i łamanych gryfach kończąc. Na siłowni spotkać możemy pełen przekrój społeczny, którego przedstawicielami są:
Solarisy, blachary i lansiary, czyli panienki w wieku od piętnastu do nawet trzydziestu lat spędzające w solarium zdecydowanie więcej czasu niż na siłowni, do której zachodzą wyłącznie w celu zaczepiania mężczyzn mających na pobliskim parkingu samochody o określonej wartości i ciała wymodelowane w taki sposób, że ledwo się mieszczą w drzwiach do sali ćwiczeniowej. Owe panny wyróżnia poza dużą opalenizną, również spora warstwa tapety i tipsy o zawrotnych długościach, z którymi obchodzą się jak z jajkami.
Pakerzy – osobniki posiadające wielkie rozmiary tkanki mięśniowej, które uzyskują dzięki częstemu i z reguły również nadmiernemu stosowaniu substancji anabolicznych. Na treningi poświęcają większość wolnego czasu, a zdarza się, że nawet przez siłownię na nic innego już go nie mają. Pojawiają się średnio pięć razy w tygodniu na treningach, które wykonują według ściśle określonego planu robiąc niewielkie przerwy na zażycie odpowiednich środków wspomagających przyrost masy mięśniowej lub poprawę rzeźby. Niektórzy z nich sięgają nawet po sterydy, co niestety ma zgubny wpływ na ich wątroby. Pakerzy z odpowiednią marką samochodu są idealnym wabikiem na blachary.
Seniorzy – mimo ponad średniego wieku mają więcej wigoru niż nie jeden nastolatek. Stanowią bardzo małą grupę, ale za to przychodzącą na siłownię regularnie i trenującą niezwykle solidnie. Unikają zdecydowanie dużych obciążeń bojąc się o swoje kręgosłupy oraz stawy, ale za to treningi wytrzymałościowe są ich domeną, choć ćwiczą w swoim tempie określanym przez złośliwych pakerów oczekujących, w tym czasie na urządzenia żółwim.
Aktywni – osoby uczące się lub już pracujące i będące przedstawicielami niemal wszystkich zawodów, a zarazem lubiące aktywność fizyczną oraz chętnie poświęcające na nią swój wolny czas. Często siłownia jest dla nich dodatkiem do innych dyscyplin sportowych takich jak: taniec, tenis, jazda na nartach, bieganie itp. Niektórzy z nich traktują ruch jako odpoczynek, inni jak sposób na pozbycie się zbędnych kilogramów, ale nie zmienia to faktu, że ćwiczą, bo chcą.
Czterdziestolatki i czterdziestolatkowie, którzy chcą odzyskać lub utrzymać wygląd nastolatków. Panowie przez intensywne ćwiczenia walczą z nadmiarem mięśnia piwnego, a panie z tłuszczem odkładającym się w formie niezbyt estetycznego cellulitu. W tej grupie często spotyka się osobniki o słomianym zapale, które pojawiają się na siłowni dwa lub trzy razy, a potem robią przerwę z powodu zakwasów i już po niej nie wracają na salę ćwiczeń.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Pogrzeb pary prezydenckiej w Krakowie


Kwiaty wyścielające ulice Zwierzyniecką po przewiezieniu trumien pary prezydenckiej.



Na telebimach transmisja z czuwania modlitewnego przy trumnach w kościele Mariackim.



Tłumy oczekujące na uroczystości pogrzebowe przy Sukiennicach.



Sobotnie czuwanie pod Krzyżem Katyńskim.


środa, 14 kwietnia 2010

Mydełko z Matką Boską


Częstochowa, Licheń, Łagiewniki - te miejsca jak i wiele innych sanktuariów przyciągają pielgrzymów nie tylko z całej Polski, ale także z za granicy. Tysiące osób przybywa, aby modlić się w różnych intencjach. Pobyt w każdym z takich miejsc wiąże się z przeżyciem duchowym, ale również dla wielu pielgrzymów stanowi okazję do zaopatrzenia się w dewocjonalia. Co mogą kupić polscy pielgrzymi na kramach przed wejściami do kościoła? Niemal wszystko czego są sobie w stanie zażyczyć.
W pobliżu słynnych sanktuariów u miejscowych sprzedawców można się zaopatrzyć w różańce o kwiatowych zapachach, świecące w ciemności obrazki z wizerunkami świętych postaci czy nawet butelki na wodę święconą w kształcie Matki Boskiej. Wszystkie te przedmioty kupowane są masowo przez przybywających w miejsca kultu pielgrzymów, którzy nie zastanawiają się, czy produkcja mydełek z wizerunkiem Maryi nie jest już przekroczeniem zarówno zasady dobrego smaku jak i zwykłego szacunku.
W wielu wiejskich parafiach przy okazji odpustów również kwitnie handel dewocjonaliami. Różnego typu medaliki, świecące figurki i obrazki z postaciami świętych nabywają z reguły starsze panie dla swoich synów, córek, wnucząt czy nawet sąsiadów. Przechodząc między straganami słyszę jak jedna ze sprzedawczyń natarczywie zachęca mnie do kupna:
- Zapraszam, zapraszam panieneczkę. – woła obracając się w moim kierunku – Piękne medaliki złote i srebrne, a może dziesiątek różańca w pierścionku.
- Nie, dziękuję – grzecznie odpowiadam.
- To może coś dla mamy albo babci. Jak się jest na odpuście trzeba coś przywieźć, trzeba! - krzyczy z uśmiechem na ustach sprzedawczyni.
- Chciałabym coś dla chłopaka… - odpowiadam w końcu.
- A chłopak ma prawo jazdy? – pada pytanie.
Skinęłam głową.
- Polecam breloczki ze Świętym Krzysztofem. Panieneczka mu kupi, a już Święty Krzysztof będzie czuwał, żeby wszędzie szczęśliwie dojechał i różne przydrożne pokusy omijał szerokim łukiem… - mówi i puszcza do mnie perskie oko.
Aż mnie kusi, żeby spytać, co takiego ma na myśli. Po chwili zastanowienia płacę za breloczek i odchodzę od kramu, choć w oddali nadal słyszę donośny głos sprzedawczyni, która zachęca kolejnych uczestników odpustu do zakupów.
Spacerując między stoiskami z dewocjonaliami przysłuchuję się rozmowie dwóch dziewcząt, które zastanawiają się, co kupić dla chorej babci.
- Może weźmiemy tę butelkę na wodę święconą w kształcie Matki Boskiej. Całkiem ładnie się prezentuje – proponuje drobna, niebieskooka blondynka.
- Przecież to szczyt kiczu – opowiada towarzysząca jej dziewczyna i patrzy z politowaniem na butelkę.
- Nie wiem, czy to taki kicz, skoro wszyscy biorą – uparcie broni swojej propozycji blondynka.
Słynne sanktuaria, miejscowe odpusty i sklepy są miejscami, gdzie katolicy najczęściej zaopatrują się w dewocjonalia. Kupujemy je dla siebie, dla bliskich, z okazji lub bez niej, bo po prostu chcemy mieć. Obecnie przemysł dewocjonaliów rozwinął się do tego stopnia, że oferuje nam asortyment obejmujący książki, obrazy, medaliki, krzyże, ale także bańki mydlane, mydła, długopisy i wiele innych rzeczy. Czy są jakieś granice, których nie przekroczy? Wygląda na to, że chyba nie, skoro sprzedawca jest w stanie zaoferować nam Pismo Święte z ,,ciekawym” gratisem - mydełkiem w kształcie Matki Boskiej.
- Czy takie mydełka z wizerunkami świętych nie są dla Pana oznaką braku szacunku dla postaci, które przedstawiają? – pytam właściciela jednego ze stoiska z dewocjonaliami.
- Nawet jak Tobie się nie podoba i nie kupisz, to komuś innemu się spodoba i kupi, a skoro się sprzedaje to sprzedajemy.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Reymontowska Ziemia Obiecana mym obiektywem ukazana…


Jeden z pomników Władysława Reymonta - spotyka się je w Łodzi niemal na każdym kroku.




W towarzystwie pana Tuwima, który ma nieco wytarty nosek od pocierania go przez żądnych szczęścia ludzi.




Ulica Piotrkowska ma dwa oblicza, lecz nie każdym przechodniów zachwyca.




Kamienica z malowidłem Krzysztofa Jaśkiewicza, które przestawia trzydzieści cztery zasłużone dla Łodzi osoby.




Fortepian Rubinsteina kiedyś po wrzuceniu 2 złotych odgrywał losowo: koncert f-moll Chopina, koncert fortepianowy b-moll Czajkowskiego, walc cis-moll Chopina lub polonez As-dur Chopina, a teraz milczy jak zaklęty …




Riksze, czyli łódzkie środki lokomocji dla wygodnych turystów i … turystek też.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

O krakowskim zoo, w którym jest wesoło...


Prawie ,,ta Maryna”, czyli … tamaryny.



Przy takim słodkim szympansiku,
nawet sam King Kong się chowa.




Struś, któremu daleko do Pędziwiatra, ale za to ma niemal maślane oczęta;).



Niekulturalne flamingi , które pozują wyłącznie tylną stroną ciała.



Pawiany z różowymi … literkami.



Buzi daj, buzi daj … - całujące się foczki.



Wyjątkowy okaz – jedna z największy małp, którą miało okazję gościć zoo;).