Pierwszy kadrowy spacer do Szczawnicy,
na którym o mały włos nie dostalibyśmy w ,,prezencie” chłopca.
Na niedzickiej twierdzy, gdzie wbrew ostrzeżeniom nie straszy, choć straszny los może spotkać panów, którzy wykrzyczą imię swojej ukochanej przy zamkowej studni, a mają ,,coś” na sumieniu, ponieważ nazajutrz stracą włosy.
Kolejka krzesełkowa w Szczawnicy – po raz drugi zjazd z Palenicy i prawie nie czuję, że rymuję.
Z Gosią na najwyższym szczycie w Pieninach – Wysokiej(1050 m n.p.m.). Przy wejściu po deszczowym dniu kilka metrów sześciennych błota gratis dla każdego turysty.
Noga na nogę, czyli iść już nie mogę;).
Pomnik, którego celem jest przyciągnięcie wzroku panów przybywających do Szczawnicy.
Grupowe podejścia, czyli niezawodny sposób na ,,korek” na szlaku.
Z Patrycją pod reliktową sosną na Czerteziku.
Widok na Dunajec z Czertezika.
Przy źródełku ,,Maria”, gdzie mimo najszczerszych chęci
wajchy ruszyć nie umiałam, więc degustacja
wyśmienitej (siarczanowej!)wody przeszła koło nosa.
Z moim babińcem pod góralem na Kotońce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz